02:25

JEŚĆ, JEŚĆ, JEŚĆ - O NIEZROZUMIAŁYCH CIĄŻOWYCH ZACHCIANKACH

JEŚĆ, JEŚĆ, JEŚĆ - O NIEZROZUMIAŁYCH CIĄŻOWYCH ZACHCIANKACH

Test ciążowy pokazuje dwie kreski. Skaczesz z radości, energia cie rozpiera, bo jeszcze nie czujesz nic z tego stanu prócz euforii, która cie ogarnia. Mija kilka tygodni zaczynasz powoli wszystkich informować o tym, że spodziewacie się dzidziusia, a rok w którym  przyjdzie na świat będzie najbardziej wyjątkowych rokiem w twoim życiu. I to nie tylko dlatego, że za 9 miesięcy będziesz całować najsłodsze stópki świata, ale też dla kilku innych rzeczy o których nie masz zielonego pojęcia, bo to twoja pierwsza ciąża.

Jesteś nieświadoma...

Wybija trzeci miesiąc, budzisz się w nocy, patrzysz na zegarek 2:15. Zaczynasz się dziwnie czuć i to nie chodzi o mdłości, którymi tak cie straszono. Czegoś ci się chce, ale czego? Idziesz do lodówki, otwierasz na oścież i już wiesz co sprawiło twoją pobudkę - sok pomarańczowy! Cieszysz się jak przedszkolak na placu zabaw, momentem, kiedy duszkiem możesz opróżnić pół kartonu na raz. W domu cisza, więc słychać tylko Twoje gul, gul, gul. Od tej pory nie rozstajesz się z pomarańczami przez najbliższe dwa miesiące. Nosisz wszystko co cytrusowe wszędzie ze sobą, a w sklepie pierwszy produkt jaki wkładasz do koszyka to właśnie cytrusowe szczęście. W sumie to cały koszyk mógłby być zdominowany przez cytryny, pomarańcze, grejpfruty i soki, którymi się teraz poisz przez cały dzień i noc. A gdy zabraknie zachcianki w domu ogarnia cie panika rodem ze studiów, kiedy nie dało się wyciągnąć ściągi na egzaminie. Jesteś pewna, że już nic cie nie zaskoczy i całą ciąże będziesz przygotowana z zapasami.

Aż tu nagle wybija piąty miesiąc, miska w której znajdują się pomarańcze nie opróżnia się od tygodnia, a połowę owoców musiałaś wyrzucić do kosza, bo zaczęły żyć już własnym życiem. Zastanawiasz się co się z tobą dzieję i jesteś zaskoczona, że tym razem masz ochotę na jabłka. Nie masz ich w domu, a zegarek pokazuje 22:30, dobrze że na ulicy masz sklepy całodobowe, więc posyłasz nie ciężarnych domowników na zakupy. I tak przez najbliższe dwa miesiące bujasz się po mieście z siatką jabłek, które całkowicie zawładnęły twoim światem.

Myślisz, że to koniec zachcianek na tą ciążę, o nie kochana nie może to tak łatwo się skończyć. Kolejna to już w ogóle jakaś abstrakcja. Dobrze, że gumy do żucia masz zawsze w torebce, bo to o nie tym razem chodzi. Nie potrafisz ogarnąć dlaczego mięta zawładnęła twoim smakiem, węchem i całym umysłem. Dajesz radę, bo już jesteś zaprawiona w bojach i wiesz, że jeśli danej zachcianki nie będziesz mieć przy sobie to cały dzień masz z głowy, a razem z Tobą reszta domowników, którzy nie ogarniają tego, co czuje ciężarna w takim momencie. Dobrze, że kobiety z twojego otoczenia mające już ten etap za sobą są przygotowane na zmiany w twoim żywieniu i chętnie podsuwają Ci to, na co akurat masz ochotę.

Wszystko z tymi zachciankami byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że ilości spożywanych produktów z czasem przewyższają zapotrzebowanie rodziny na cały tydzień. Wszyscy muszą ci wybaczyć, że ostatnie jabłko jakie złapali do ręki, niestety będą musieli oddać tobie.
 

11:59

#CIĄŻOWA ZMORA - GDY ZŁAPIE SKURCZ MIĘŚNI

#CIĄŻOWA ZMORA - GDY ZŁAPIE SKURCZ MIĘŚNI

Kładąc się spać masz nadzieję, że tym razem choć na chwilę zmrużysz i tak już opuchnięte oczy z niewyspania jak po ugryzieniu komara. Starasz się nie myśleć, że ta noc również może skończyć się liczeniem grubiutkich, przeżartych baranków. Pełna optymizmu naciągasz kołdrę pod samą brodę i starasz się odpłynąć w objęcia (jak mu było?) Orfeusza. Udaje się! Sny są zwariowane, bo jakie mogą być w ciąży. Najpierw goni cie dinozaur w dziecięcych skarpetkach, później znajdujesz się na bezludnej wyspie, która okazuje się wyspą pełną truskawek, następnie przenosisz się i urządzasz pokoik twojego przyszłego maleństwa, aż tu nagle duuup!

Budzisz się w tempie odrzutowca, nie wiesz co się dzieje, bo paraliżuje cie ból nie do zniesienia. Najpierw myślisz, że trzeba już na porodówkę, jednak szybko orientujesz się co się święci i na pół przytomnie walczysz z nogą w której ulokował się diabelski skurcz. Masujesz, masujesz, masujesz i jeszcze raz masujesz i nic dalej gula wielkości pomarańczy utkwiona w twojej łydce. Dalej masujesz, bo inny sposób w środku nocy nie przychodzi ci do głowy. Po jakiś pięciu minutach zaczynasz odczuwać ulgę, ból ustępuję, a ty czujesz się jak zdobywca złotego medalu na Olimpiadzie. W końcu order możesz sobie przydzielić, bo dzielnie walczyłaś z ciążową zmorą.

Teraz chcesz znów położyć się spać, ale najpierw rytualnie podążasz do toalety kulejąc jak po nieudanym treningu na siłowni. Akcja pobudka byłaby zapomniana, gdyby na drugi dzień nie było zakwasów i kulejącej ciężarnej, która i tak już ma koordynację kaczki dziwaczki.

03:49

ŚWIAT BYŁBY SZCZĘŚLIWSZY, GDYBY...

ŚWIAT BYŁBY SZCZĘŚLIWSZY, GDYBY...


Zielono-żółty pokój w tygryski, żyrafki i słonie- kolorowy i przytulny, z wielkim łóżkiem, kołdrą i puchatym kocem zarzuconym na środku. Prawie jak w domu, prawie, bo do domu daleko. To kolorowe pomieszczenie tak znane Stasiowi to szpital. Miejsce gdzie nie powinny znajdować się dzieci. Po środku wielkiego łóżka leży małe ciałko, przypięte do kabli i szumiących urządzeń. Chłopiec nie śpi, lekko przekręca się na bok i przytula Hipcia- swoją ukochaną maskotkę. Mama trzyma go za rękę i czyta mu bajkę, tata nerwowo stuka palcami w krzesło.

-Mamusiu, będę mógł jeszcze z innymi dziećmi pojeździć na rowerze?

Mama, choć przyzwyczajona do trudnych pytań, nie może pohamować łez, przecież wie jak ciężko będzie o nowe serduszko dla Stasia i jak trudno jest obiecywać.

-Tak Robaczku, będziesz jeździł na rowerku, będziesz z innym chłopcami budował bazy i pływał w basenie, tak jak lubisz. Pojedziesz z nami, gdzie tylko będziesz chciał, a z tatą jeszcze nie raz będziesz łowił ryby. 

Staś ma prawie 4 lata i chore serce oraz ogromną chęć poznawania świata, a przede wszystkim wolę życia!

Dowiadując się, że ktoś z naszych bliskich jest ciężko chory otrzymujemy niezwykle silne uderzenie, często burzące wybudowany wokół nas i naszych bliskich ochronny mur. Ogarnia nas najczęściej strach, przerażenie, żal i niemoc. Gdy otrząśniemy się z pierwszej fali wiadomości, zaczynamy zadawać pytania: co dalej, gdzie trzeba szukać pomocy i jak dużo czasu jeszcze zostało? Nie zależnie od wieku chorego, każdy z nich ma przed sobą jeszcze wiele lat do starości, a jeśli chorują dzieci, to całe życie.

Dlaczego cierpienie musi dopadać tak małe, kruche i bezbronne istotki?

Dziecko powinno uczyć się życia, cieszyć się dzieciństwem, nabywać umiejętności pomocne w dalszym funkcjonowaniu oraz zawierać nowe znajomości, a nie leżeć w szpitalu, cierpieć i nasłuchiwać przez otwarte okno odgłosów z ulicy- powinno je tworzyć. Nigdy nie będziemy gotowi na chorobę najbliższych, nigdy też nie uda nam się zrozumieć jej celu. Choroba dopada znienacka, w najlepszych momentach życia, wtedy, kiedy jesteśmy szczęśliwi i nie gotowi na zmierzenie się z nią. Niszczy, ale i zmusza do głębokich refleksji powodując zadumę nad nieidealnym życiem.

Chorób jest coraz więcej nie tylko tych nabytych, ale i genetycznych o których istnieniu nie mamy zielonego pojęcia. To niesprawiedliwe, że maluchy przychodzą na świat z tym świństwem i nie jest im dane spokojne, szczęśliwe i pełne wspomnień życie. Niektóre schorzenia są jak wyrok, ale nadziei nigdy nie można tracić, chęć życia jest najważniejsza. Powinniśmy tak myśleć nawet wtedy, kiedy widzimy niewyobrażalny ból, nieziemskie cierpienie oraz kiedy myślimy, że może byłoby lepiej gdyby... Trzeba wierzyć, że wola życia jest silniejsza nawet od medycyny, a w przypadku dzieci ich niewinność i nieświadomość następstw choroby. Oczywiście łatwo się mówi gdy obserwuje się z boku. Często w chwili pogorszenia stanu zdrowia ogarnia nas żal, mamy pretensje do Boga, a nadziei brakuje, nawet najmniejszej iskierki. Na słowa 'będzie dobrze' reagujemy z agresją i frustracją, bo jak wierzyć skoro jest coraz gorzej? Jak to wszystko sobie poukładać?

Walka o każdy dzień wiąże się nie tylko z przygotowaniem psychicznym całej rodziny do trudnej i wymagającej sytuacji, ale i finansowym. Dlatego nigdy nie jestem obojętna. Jeśli widzę wolontariusza kwestującego w interesie dziecka i rodziców- zazwyczaj wrzucam pieniążek. Nie zastanawiam się ilu z tych ludzi ma dobre intencje, a ilu oszukuje. Po prostu dobrze czuję się z tym, że choć w maleńkim stopniu pomogłam komuś, kto walczy w nadziei o lepsze jutro, walczy o zdrowie. A oszuści? To oni będą za to rozliczani i to oni powinni być zjedzeni żywcem przez wyrzuty sumienia za wykorzystywanie do zarobku historii innych.

Nie rozumiem. Czy zrozumiem? Obawiam się, że nie.

Pytania są, odpowiedzi brak, puenta tylko jedna:

Świat byłby szczęśliwszy gdyby dzieci nie chorowały, gdyby chorób nie było wcale!

02:58

CZY WARTO PODEJMOWAĆ RYZYKO?

CZY WARTO PODEJMOWAĆ RYZYKO?



Zmiany w życiu przychodzą z trudem. Często wydaje nam się, że nawet najgorsza rzeczywistość w której tkwimy jest lepsza od tego, co może dać nam otwarcie nowego nieznanego etapu. Skok na głęboką wodę, w wielu przypadkach, to ryzyko i utrata bezpiecznego gruntu zdobywanego przez lata. Niejednokrotnie wiąże się z tym stres, wyrzuty sumienia oraz ogrom uczuć ciężkich do sklasyfikowania. 

Czym kierują się ludzie, którzy podejmują ryzykowne decyzje nie wiedząc jakie będą ich konsekwencje?

Ci którzy podejmują ryzyko z czasem przekonują się jakie konsekwencje niesie ze sobą próba zmiany swojego życia. Ryzykują tyle samo, co tracą, nie wiedzą czy nowe, jest warte zachodu.

Taka niewiadoma niesie ze sobą dreszczyk emocji, wielu ludzi zrobi wszystko, by móc to poczuć, bo bez adrenaliny nie potrafią żyć. Jest też grono ludzi, którzy się tego bardzo boją i za nic w świecie nie podejmą się czegoś szalonego, bo wolą swoje spokojne życie bez większych ekscesów. Ci drudzy zazwyczaj nic nie osiągają, bo jeśli chce się coś zmienić, w coś zainwestować to trzeba z ryzykiem się oswoić, a z tym wiążą się nerwy i niejednokrotnie duże dawki stresu.

Ludzie sukcesu muszą z ryzykiem żyć jak z bratem, większość podejmowanych przez nich decyzji to opieranie się na intuicji, często nie wiedzą, a nawet nie są w stanie przewidzieć konsekwencji. Mają w głowie to, że jeśli coś nie wypali, będą musieli poradzić sobie z daną sytuacją i wziąć na klatę, to co przyniosą skutki decyzji.

A co w sytuacji, kiedy w związku dochodzi do zdrady i trzeba zostawić za sobą stare życie i rozpocząć nowe?

Nigdy nie odważę się skrytykować osób, które wybaczają zdrady i zostają przy dawnym życiu. Nigdy nie wiadomo co może przynieść los i w jakiej sytuacji człowiek sam może się znaleźć. Staram się zrozumieć ludzi, że boją się porzuc stare życie, bo wiąże się to często z utratą pieniędzy, domu na który się harowało jak wół i rodziny. Nie są to łatwe decyzje, sama mam kilkoro znajomych z pracy, którzy nie podjęli takiego ryzyka i tkwią w związkach próbując je naprawić. Czy są szczęśliwi? Na zewnętrzym obrazku tak, a w środku nikt nie wie.

Natomiast cenię ludzi, którzy potrafią zebrać wszystkie swoje siły i odejść, mimo wielkiej niewiadomej. Trzeba mieć jaja, żeby odseparować to co, unieszczęśliwia i zacząć szukać siebie na nowo i nowych perspektyw. Tak samo jest w sytuacjach, kiedy związek, małżeństwo okazuję się po wielu próbach naprawy totalnym niewypałem. W takim wypadku zmiana życia niejednokrotnie wychodzi na dobre.

Trzeba pamiętać, że podejmując decyzję o zmianach zawsze coś zyskujemy, albo szczęście, albo wiedzę w zależności od powodzenia.

12:58

Kiedy książę na białym koniu okazuje się dupkiem

Kiedy książę na białym koniu okazuje się dupkiem



W okół niej kawiarniany szum, czyta książkę i sączy caffe latte. Jest pochłonięta historią autora do tego stopnia, że nie zauważa przystojniaka z czwartego z stolika, który z wielkim zaangażowaniem przygląda się jej. Odrywa wzrok, patrzy przed siebie, ich spojrzenia spotykają się, nie wzruszona wraca do książki, przejęta bardziej losami bohaterów, a niżeli tajemniczym nieznajomym. Ma go w dupie, bo w tym momencie nie będzie jej chłop głowy zawracał, są rzeczy ważniejsze. Oczywiście zauważa, że owy mężczyzna ubrany  jest w drogi garnitur, wypolerowane buty, jego zegarek w świetle słońca świeci się jak miljooony monet, a za jego uśmiech można dać się pokroić. Jest przekonana, że właśnie w ten sposób zaczyna podryw z każdą dziewczyną, która lepiej wygląda niż koleżanka ze stolika obok. Coś jej w nim nie gra, taki typ ona dobrze zna i wie czego może się spodziewać, w duchu wzdycha.

Przypomina sobie, że miała już kiedyś z takim do czynienia. Elokwentny, dobrze wychowany, szarmancki i przede wszystkim przystojny - taki był. Nigdy się za niego nie mogła wstydzić, zawsze wiedział co powiedzieć, był w centrum zainteresowania wszystkich w okół, miał to coś, czego zazdrościli mu inni. Spontaniczność była jego wielką cechą, potrafił w środku nocy przyjechać do niej, kiedy go najbardziej potrzebowała, kiedy pisała mu, że nie umie poradzić sobie z życiem, a łzy przytulały się wielkimi kroplami do poduszki. Kupował kwiaty, pamiętał o każdej ważnej dacie, nigdy nie pomylił się w doborze prezentu, zawsze wiedział czego potrzebuje. Raz w tygodniu robił jej niespodzianki, kochał ją jakby świata poza nią nie widział, nosił na rękach, a namiętność nie znała granic. Myślała, że oni to już tak razem do końca życia, że tylko z nim, że nikt inny. Rodzina, dom, dzieci, wspólna druga młodość i potem starość. Czemu nie? Kto mógłby zniszczyć tak piękny obrazek? Wszystko układało się bajecznie, miała własnego wymarzonego mężczyznę u boku, była taka szczęśliwa.

Do czasu, kiedy książę na białym koniu okazał się DUPKIEM! Bańka prysła, ona spadła na zmienię szybciej niż Felix Baumgartner. Okazało się, że książę - jej wybranek marzeń, miał jeszcze jedną idealną cechę: dobrze kamuflował się. O jego prawdziwym życiu i żonie z dwójką dzieci, która czekała na niego jak wróci z Poznania z delegacji, dowiedziała się przez przypadek. Znajomy, znajomego, znał gościa i tak prawda wyszła na jaw. Świat jest mały, a kłamstwa mają krótkie nogi jak Welsh Corgi. Płaczu i lamentu było co nie miara, tłumaczeń i przeprosin wiele. Obiecywał, że to ją kocha, że z żoną to już separacja, że nic ich uczuciowo nie łączy, a relacje są zimne jak pierwsze przymrozki. Uwierzyła mu, bo narobił jej mętliku w głowie. Była jeszcze z nim przez dwa miesiąca potem wystawiła mu walizki za drzwi. Nie była w stanie znieść, jego podwójnego życia. Podejrzewała, choć się tego wypierał, że każdy jego wyjazd służbowy, to wyjazd do niej. Wiedziała, że starego życia nie zostawi - ziarno niepokoju zostało zasiane.

Teraz leczy się z niego. Jest ostrożna i nie daję się szybko podrywać. Uzbrojona w pancerz jak w zbroje Iron Mana idzie do przodu. Wspomnienia czasem powracają, ale nie chce o nich myśleć. Stara się widzieć wszystko jak przez mgłę, jakby to nie o nią chodziło. Nie wyklucza, że już nigdy się nie zakocha. Po prostu jest silna i wie, że różne świństwa chodzą po ludziach, a oni mimo wszystko prą do przodu niczym Rudy 102. Stara się być czujna, już tak szybko nie da się zaskoczyć, bynajmniej nie teraz.

04:35

5 KAWAŁKÓW, KTÓRE UWIELBIAM ŚPIEWAĆ W SAMOCHODZIE

5 KAWAŁKÓW, KTÓRE UWIELBIAM ŚPIEWAĆ W SAMOCHODZIE

Wyobrażacie sobie samochód bez radia? Dla mnie byłaby to katastrofa rangi braku chleba w piekarni. Jako kierowca i często pasażer nie wyobrażam sobie jeździć w ciszy. Po odpaleniu silnika, pierwsze na co czekam to na włączenie muzyki. Nic bardziej nie umila czasu jak ulubione utwory lecące z głośnika.

Oczywiście mam kilka swoich ukochanych kawałków, przy których w trakcie jazdy zdzieram gardło- ktoś kto obserwuje mnie na światłach musi mieć niezły ubaw. Grunt, że nic nie słyszy, mógłby biedak nabawić się trwałego zrycia psychiki i porządnego ubytku słuchu. Pociesza mnie fakt, iż muzyka skutecznie zagłusza moje wilcze wycie, a jazda staję się wtedy całkiem przyjemna.

A jakie utwory umilają mi drogę?

1. R.E.M- Losing My Religion

Utwór, który kocham ponad życie. Od dziecka towarzyszył mi w wyprawach wakacyjnych, a w późniejszych latach skłaniał do refleksji nad tęsknotą i miłością. Mimo, że kawałek nie należy do utworów szczęśliwych, nie wyobrażam sobie, gdyby nagle stacje radiowe przestały go grać. 'Losing My Religion' można interpretować na wiele sposobów, ale jednego zabrać wokaliście nie można przepięknego przekazu słów, które docierają do serca.

2. The Cranberries- Dream
Wyjątkowo podoba mi się początek tego utworu.  Możliwość usłyszenia go nie tylko w radiu, ale także jako ścieżki dźwiękowej w moim ulubionym filmie 'Masz wiadomość' jeszcze bardziej skłania mnie ku sympatii do tej grupy. Wspomnę, że The Cranberries to dla mnie nie tylko 'Dream',  ale też 'When You're Gone' i  'Ode To My Family'. Ponadczasowo prawda?

3. The Police- Every Breath You Take
Piosenka o obsesyjnym uczuciu, stważającym zagrożenie dla kochanej osoby. Mimo swoich 32 lat, utworu nie można nazwać starociem, jest nadal aktualny. W kwestii stalkingu nic się nie zmieniło. Nieodwzajemniona miłość potrafi zniszczyć życie. Sting to jeden z najlepszych wykonawców EVER! 'I'll be watching you, I'll be watching you'.- mógłby śpiewać do mnie cały czas.

4. Scorpions- Wind of Change
Legendarny utwór nawiązujący do wchodnich przemian politycznych w latach 80. Nie mogę pamiętać tych czasów, nie było mnie jeszcze na świecie. Opowieści rodziców i dziadków, z balladą w tle stwarzają atmosferę zadumy nad dzisiejszym uwikłanym w konflikty światem.

5.Bryan Adams- Heaven
Nóżka tupta gdy nie jest na sprzęgle, a serducho bije szybciej. Muzyka lat 80 jest niezniszczalna, nieśmiertelna i nie do porównania z komerchą wypuszczaną przez dzisiejsze wytwórnie. 'Heaven' oświetla mi drogę- nic więcej nie potrzeba.

Mogłabym w nieskończoność wymieniać  kawałki, które targają moimi uczuciami. Przedstawiona piątka to ta, która pomaga mi obudzić się w drodze, jest bodźcem do refleksji w czasie jazdy i ćwiczy mój nieszczęsny wokal.

A Wy jakie macie swoje ulubione samochodowe kawałki?

01:58

W pogoni za mężem, czyli jak uniknąć aktu desperacji

W pogoni za mężem, czyli jak uniknąć aktu desperacji

30 lat minęło jak sezon truskawkowy- a Ty ciągle sama, tak samo marudna z rana jak 5 lat temu, z tym samym grymasem na twarzy wstajesz z łóżka. Patrzysz w lustro- pierwsza zmarszczka rzuca się w oczy jak pusta półka w lodówce, kot miałczy, bo chce mu się jeść, a Ty uświadamiasz sobie, że właśnie minęło najlepsze 10 lat Twojego życia, jesteś sama, a każdego kandydata na męża odprawiłaś z kwitkiem na własne życzenie, bo szukałaś zawzięcie ideału jak w internecie diety cud. Koleżanki ochoczo manifestują przed Tobą swoje nowe nazwiska, plany na przyszłość i uśmiechnięte zdjęcia dzieci, a Ciebie krew zalewa. Jesteś zdesperowana, czy to właśnie ten moment, kiedy chcesz zacząć maratońską pogoń za mężem?

Nie popełniaj tego błędy! Na desperackich decyzjach jeszcze nikt dobrze nie wyszedł (chyba, że jesteś politykiem i prowadzisz aktualnie kampanię). Po co szukać kogoś na siłę, jak przez tyle lat nie chciałaś z nikim być. Z własnej winy czas Ci ucieka, bo wcześniej czekałaś na księcia w Maserati i byłaś wybredna jak księżniczka z Sasarowa. Oczywiście, że okazje na bycie z fajnym mężczyzną były, ale zawsze im czegoś brakowało, bo to, bo tamto, bo sramto. Teraz, kiedy pojawia się chęć ustatkowania się trzeba poczekać- sztuka życia to sztuka cierpliwości.

Nie ma co panikować, społecznościówki tylko rodzą frustrację! Okey zgadzam się, są czasy facebooka, gdzie ludzie prześcigają się w zaręczynach, ślubach, dzieciach i dobrobycie itd. Po co w tej pogoni brać udział? Wystawianie życia w sieci, a rzeczywistość to dwie odrębne rzeczy. W większości przypadków to, co pokazuje społecznościówka nijak ma się do prawdy. Problemów na zdjęciu nie uchwycisz. Nie trzeba gonić za innymi z jęzorem wywieszonym do pasa, co ma być to będzie (ewentualnie z nerwów zjesz trochę więcej czekolady i urośnie Ci pupa). Zazdrość tylko wzbudzi marazm, staropanieństwo Ci jeszcze nie grozi.

Wykupowanie konta premium na portalach randkowych i szukanie męża w sieci to naprawdę ostateczna ostateczność. Wystrzegaj się tego! Uwierz, mężczyźni gotowi do ożenku są na tej pięknej ziemskiej planecie, nie trzeba ich szukać w innej galaktyce. Wiedz, że codziennie przechodzą obok Ciebie- niekoniecznie siedzą przed monitorem z piwem w ręku w szarych slipach, jedząc w tym czasie Wieś Maca i wysilając się na flirt. Długość życia Polaków wydłuża się i szczęścia starczy jeszcze przynajmniej na 40 lat- nie ma co się przejmować rokowania są dobre. Rozglądaj się dookoła, może to właśnie ON stoi obok i czeka chcąć postawić Ci drinka. A Ty znów z chińskimi klapkami na oczach rozglądasz się tam gdzie nie trzeba. Nic się nie uczysz.

Głowa do góry, nie przegap- jak ostatnio kilka razy z rzędu- swojej szansy, a los na pewno uśmiechnie się do Ciebie. Bądź czujna jak ważka w letnie popołudnie, nie tylko Ty szukasz swojej drugiej bliźniaczo- bratniej połówki.

A i pamiętaj, do szczęścia nie zawsze potrzebny jest akt ślubu!


Copyright © 2016 kobiecywymiar.pl , Blogger