03:38

DZICZ ATAK NA PROMOCJACH W ROSSMANNIE

fot. Rossmann
Od miesiąca cyklicznie pojawiają się nowe promocje w Rossmannie. Zrobię zapas na pół roku- pomyślało 50% społeczeństwa i udało się na szturm Rossmanna, który przepełniony był nie tylko płcią piękną. Akcja świetna, można zaoszczędzić sporo kasy, ale czy tyle samo nerwów?  Co mnie zgorszyło, co przeraziło, a co doprowadziło do białej gorączki próbując zrobić zakupy w jednej z największej sieci drogerii w Europie?

Pierwsza promocja jaka pojawiła się w maju była obniżką 49% na podkłady, pudry, korektory, bronzery i róże czyli wszystko do tworzenia 'profesjonalnej' tapety. Cóż tapetować i ja lubię, więc musiałam tam być robiąc zapasy jak na wojnę. Wiedziałam czego chce, bo od dawna polowałam na podkład i bronzer w promocji z Bourjois. Pełna entuzjazmu, że kupię to, na co chorowałam, przekroczyłam próg Rosmanna. Spodziewałam się tłumów, które będą zastawiać sidła, więc poniekąd czułam się przygotowana na to, co zobaczę ( ale tylko się tak czułam, bo jednak nie byłam), w końcu większość ludzi liczy się z kasą. Stanęłam przed ogromnym wyzwaniem. Start, poszukiwania czas zacząć!

-Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam- wyrzucałam z siebie jak z karabinu.

Przepchałam się do stoiska z Bourjois, nareszcie. Widzę moje ukochane podkłady i w sumie tylko widzę, bo kupić nie mogę. Dlaczego? Było ich 8- to i tak sporo- ale wszystkie otwarte, brudne i ociekające. O zgrozo! Testery to nie były, by prezentować taki stan. Rozejrzałam się dookoła- obsługi brak, zwrócić uwagi nie ma komu, a detal bardzo znaczący. Obserwuję, patrzę i nie dowierzam, obok mnie kobieta paćka się po gębie podkładem z Revlona przeznaczonym do sprzedaży i wartym po promocji ponad 30 zł. Ręce mi opadły wydłużając się o 5 metrów- spokojnie mogły stać się rekordem Guinnessa-a frustracja osiągnęła poziom alarmowy. Na domiar złego z drugiej strony dwie nastolatki właśnie otwierały plombę na kolejnym podkładzie i mazały nim łapy (jakby na gałęziach mogły stwierdzić, że będzie dobrze pasował do ich twarzy). Ponadto kosmetyki z L'Oreala były na półce z Rimmela i odwrotnie, przemieszanie asortymentu to standard, bo przecież ciężko odłożyć produkt na miejsce.

Dostałam białej gorączki i zaczynałam wpadać w stan furii. Chciałam zrobić tylko zakupy, a byłam świadkiem tego, jak ludzie są bez krzty kultury. Wspomnę, że w tym czasie odwiedziłam nie jednego Rossmanna i podkładu z Bourjois nie dostałam. Pocieszyłam się Bellem, bo był zapakowany w pudełku i jasno dawał do zrozumienia, że trzeba paćkać się testerem.

Z promocją na pomadki i błyszczyki było podobnie. Nie mogłam kupić sobie odcienia, który akurat pasował do mojej karnacji, bo aktualnie, albo połowy szminki nie było, albo była tak roztopiona, że nawet nie było trzeba jej otwierać by to zobaczyć. Coś tam kupiłam, na próbę, ale nie to co chciałam.

Rozumiem, że obsługa może mieć problem opanować tak ogromny przepływ ludzi, ale to co nie nadaje się do sprzedaży powinno być zabrane z półki, a ludzie, którzy nie potrafią się zachować upominani, ewentualnie powinni kupić to, co otworzyli. Niestety, z brakiem kultury można spotkać się w każdym sklepie, czy miejscu publicznym, ale o tym innym razem.

A jakie Wy macie wrażenia po promocjach w Rossmannie? Co ciekawego zaobserwowaliście?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 kobiecywymiar.pl , Blogger