03:55

Co wiesz o porodzie gdy jeszcze nie rodziłaś?


Poród powinien łączyć się z cudem narodzin, z nowym życiem oraz przyjściem na świat małej kochanej istotki- w gruncie rzeczy tak jest. Jednak opowieści za kulis szpitalnych- jak z amerykańskiego horroru- powodują skojarzenia przepełnione krwią, bólem i niewyobrażalnym cierpieniem. Ile w tych historiach prawdy, a ile dokoloryzowanych epizodów- ciężko stwierdzić gdy nigdy się nie rodziło. Każda kobieta ma inne doświadczenia, dzieląc się z nimi powstaje wiele obaw, siedzących gdzieś w podświadomości kobiet, które na porodówce jeszcze nie wylądowały.

Co mówi babcia?

Zacznę od wspomnień babć, które gdy tylko znajdziesz sobie narzeczonego, a potem męża zaczynają swoje wywody na temat ciąży, macierzyństwa i bycia oddaną całemu gospodarstwu domowemu. To właśnie one sieją największy postrach, bo co to usg i kontrola płodu nie miały okazji doświadczyć, o wizytach u ginekologa mogły zapomnieć, często rodziły w domu, na partyzanta w pozycji klęczącej tylko przy pomocy wiejskiej położnej. O znieczuleniach nie było mowy, po prostu się ich nie stosowało, a po porodzie nie było czasu na odpoczynek tylko powrót prosto do pracy, bo przecież gospodarstwo czekało, a samo się nie zrobi. Na hasło, że poród to stanie jedną nogą w grobie, włosy jeżą się, krew odpływa z łepy i zaczyna w niej wirować jakby stało się na krawędzi wieżowca. Babcie potrafią być przerażające w swoich opowieściach, gdzie poród to rzeź rodem z 'Piły Mechanicznej'- cóż nie ma co ich ględzenia brać do siebie, swoje wiedzieć warto, bo medycyna poszła do przodu, a one i tak żyją w swoim świecie. Ale postrach sieją.

A co mama i ciotka?

W ich opowieściach kobiety w szpitalach traktowano przedmiotowo, bez intymności, bo jak zachować prywatność jak ma się na sobie krótką 'koszulę' odsłaniającą narządy, która w samych wspomnieniach wzbudza odrazę do polskich oddziałów położniczych. Hemoroidy, nacinane krocze i położne, które skaczą na brzuchy przyszłych mam, to wisienki na torcie tamtych czasów. A narodzone dzieci? Zabierane, opaskowane i traktowane jak części samochodów na taśmie produkcyjnej. Zero kontaktu dziecka z matką, zero radości, zero uczuć, brak ludzkiego podejścia do rodzącej i całej rodziny. A ojciec? Oczywiście zakaz wstępu na oddział- co ten biedok miał uczynić gdy w ogóle się nie liczył, nic tylko się upić i z tego wszystkiego pomylić imiona dziecka w urzędzie stanu cywilnego.

A co mówi się teraz?

Bardzo modne stały się porody w domu, bo jeśli nie ma zagrożenia życia mamy i dziecka, spora część rodzin decyduje się na wezwanie położnej do siebie i przeżycia ten wspaniałej chwili w miejscu, gdzie człowiek czuje się bezpiecznie. Wodne porody to już nie nowość, w prywatnych klinikach godzą się na to, co życzy sobie kobieta. Płacisz masz. Gorzej gdy nie ma wyboru bo akcja szybka i wiozą Cie na miejską porodówkę.

Niby czasy cywilizowane, ale nigdy nie ma gwarancji, że trafi się na ludzki oddział. Wiele kobiet przekonuje, że teraz porody wyglądają całkiem inaczej, że jest więcej komfortu dla nie tylko przyszłej mamy, ale i całej rodziny, która oczekuje, ale i uczestniczy w cudzie narodzin. Strach zawsze pozostaje, bo przecież nie wstyd się bać. W dzisiejszych czasach łatwiej przygotować się do narodzin, nie koniecznie słuchając opowieści z PRL-u. Szkoły rodzenia, podręczniki i znajome, mające ludzki poród choć trochę pozytywnie nastawiają do przeżyć, które zapamiętuje się na całe życie. Nie da się przewidzieć, tego co czeka, da się odrobinę przygotować psychicznie, a to już namiastka sukcesu.

A co Was najbardziej przeraża bądź przerażało w opowieściach z porodówki?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 kobiecywymiar.pl , Blogger