22:10

Gdzie te nowoczesne nauki przedmałżeńskie?


Otrzymanie pierścionka zaręczynowego, jakże to cudowna chwila. Przyjaciółki z ektazy skaczą koziołki po trawniku, rozpowiadając wszystkim gorącą nowinę. A Ty czujesz się panią świata z nową błyskotką na palcu świecącą blaskiem hiszpańskiego słońca. Nieświadomi tego co czeka przyszłą parę młodą, wkraczacie na lądy nieznane z pozoru przyjemne i nie stresujące.

Przygotowania do ceremonii ruszają pełną parą jak lokomotywa w Doktor Quinn, a więc czas na liście odhaczyć spotkanie z księdzem i kurs życia małżeńskiego. W końcu rola męża i żony nie łatwa, w parę godzinek opanujecie celująco. Termin wyznaczony, nie przysięgniecie bez nazwiska na liście obecności.  Urywając się z roboty trzy godziny wcześniej (15:00 to przecież przyzwoita pora na nauki) stawiacie się na wykład razem z 20 parami, które mają takie same męczeńskie miny jak Wy. Pełni entuzjazmu siadacie do ławki, oczywiście pierwszej, bo wyścig do ostatnich już zakończony- pech chciał, że przegraliście.

Po przywitaniu wszystkich zgromadzonych, ksiądz zaczyna swoje paru godzinne wywody na temat prawidłowego książkowego pożycia małżeńskiego. Poruszane są ważne kwestie- miłość, zaufanie, cierpliwość, wyrozumiałość, codzienność (z kotletem schabowym w roli głównej), zdrada (gdy zjawi się pokusa, wiedz, że coś się dzieje), SEKS (ale tylko pod kołdrą przy zgaszonym światle). Oczekiwania duże, bo w końcu powinno być nowocześnie, tak jak nowoczesne są teraz rodziny, niestety wieje dewotyzmem i wyuczonymi regułkami rodem z lat 60, nic co mogłoby posłużyć Wam w budowaniu relacji. Żarciki też się pojawiają, bo trzeba rozładować i tak już gęstą atmosferę. Minuty lecą, odpływacie bo zmęczenie po pracy dopada Was jak Struś Pędziwiatr Kojota. Starania księdza choć zauważalne okazały się totalną klapą. Widocznie źle trafiliście, w końcu mieliście wyjść olśnieni wiedzą małżeńską i uśmiechnięci wskoczyć na drugi level zwany Poradnią Życia Rodzinnego.

Drugi poziom to nie żarty. Dwie Panie przed 60 czyhają na każdą parę z osobna- indywidualnie, bo będzie intymnie. Kalendarzyk na stole obowiązkowy, a na nim doliny, pagórki (Rysy też się znajdą), kropki sropki, liczby, a i temperatury wysokie- uf gorąco. Dowiadujecie się, że udane małżeństwo jest tylko wtedy, kiedy prowadzicie kalendarzyk i kochacie się według niego- to jedyna droga do szczęścia- inaczej czeka Was spanie na osobnych kanapach, brak dzieci, a potem piekielny rozwód. Gwiazdą spotkania oczywiście staje się szyjka macicy, otwarta i czekająca na członka, wtedy kiedy produkuje śluz o gęstości jajka białka kurzego. Przewodnik po gęstości śluzu również otrzymuje przyszły Pan młody, który przygląda się pani 60, demonstrującej zgrabnymi paluchami konsystencję wydzielin. Jest przyjemnie, lepko i wcale nie żenująco. O antykoncepcji też dużo, bo przecież każda to aborcja i metoda wczesnoporonna, broń Cie panie drogi podważyć ta tezę.

O dyskusji nie ma mowy, sprzeciwy nie są mile widziane, bo kartka przecież sama się nie podpisze, więc słuchacie, a Wasze głowy poruszają się w rytm słów jak piesek samochodowy na dziurawej drodze. Bez zadania domowego nie obejdzie się, trzeba pokazać jakim jest się świetnym uczniem. Za miesiąc kalendarzyk do kontroli, a wrażenia z badań do obgadania, przecież baby zrozumieją się najlepiej. Nie ważne, że chłop obok Was czuje się jakby mówiono do niego po wenusjańsku, cóż mu przyszło począć- musi też ogarnąć.

Mając już wszystkie dokumenty skompletowane, oddychacie pełną piersią i stwierdzacie, że cierpliwość to rzadka cnota i warto ją posiadać. Spraw do załatwienia jeszcze wiele, więc trzeba ćwiczyć tą jakże wymaganą w tym czasie sztukę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 kobiecywymiar.pl , Blogger