12:58

Kiedy książę na białym koniu okazuje się dupkiem




W okół niej kawiarniany szum, czyta książkę i sączy caffe latte. Jest pochłonięta historią autora do tego stopnia, że nie zauważa przystojniaka z czwartego z stolika, który z wielkim zaangażowaniem przygląda się jej. Odrywa wzrok, patrzy przed siebie, ich spojrzenia spotykają się, nie wzruszona wraca do książki, przejęta bardziej losami bohaterów, a niżeli tajemniczym nieznajomym. Ma go w dupie, bo w tym momencie nie będzie jej chłop głowy zawracał, są rzeczy ważniejsze. Oczywiście zauważa, że owy mężczyzna ubrany  jest w drogi garnitur, wypolerowane buty, jego zegarek w świetle słońca świeci się jak miljooony monet, a za jego uśmiech można dać się pokroić. Jest przekonana, że właśnie w ten sposób zaczyna podryw z każdą dziewczyną, która lepiej wygląda niż koleżanka ze stolika obok. Coś jej w nim nie gra, taki typ ona dobrze zna i wie czego może się spodziewać, w duchu wzdycha.

Przypomina sobie, że miała już kiedyś z takim do czynienia. Elokwentny, dobrze wychowany, szarmancki i przede wszystkim przystojny - taki był. Nigdy się za niego nie mogła wstydzić, zawsze wiedział co powiedzieć, był w centrum zainteresowania wszystkich w okół, miał to coś, czego zazdrościli mu inni. Spontaniczność była jego wielką cechą, potrafił w środku nocy przyjechać do niej, kiedy go najbardziej potrzebowała, kiedy pisała mu, że nie umie poradzić sobie z życiem, a łzy przytulały się wielkimi kroplami do poduszki. Kupował kwiaty, pamiętał o każdej ważnej dacie, nigdy nie pomylił się w doborze prezentu, zawsze wiedział czego potrzebuje. Raz w tygodniu robił jej niespodzianki, kochał ją jakby świata poza nią nie widział, nosił na rękach, a namiętność nie znała granic. Myślała, że oni to już tak razem do końca życia, że tylko z nim, że nikt inny. Rodzina, dom, dzieci, wspólna druga młodość i potem starość. Czemu nie? Kto mógłby zniszczyć tak piękny obrazek? Wszystko układało się bajecznie, miała własnego wymarzonego mężczyznę u boku, była taka szczęśliwa.

Do czasu, kiedy książę na białym koniu okazał się DUPKIEM! Bańka prysła, ona spadła na zmienię szybciej niż Felix Baumgartner. Okazało się, że książę - jej wybranek marzeń, miał jeszcze jedną idealną cechę: dobrze kamuflował się. O jego prawdziwym życiu i żonie z dwójką dzieci, która czekała na niego jak wróci z Poznania z delegacji, dowiedziała się przez przypadek. Znajomy, znajomego, znał gościa i tak prawda wyszła na jaw. Świat jest mały, a kłamstwa mają krótkie nogi jak Welsh Corgi. Płaczu i lamentu było co nie miara, tłumaczeń i przeprosin wiele. Obiecywał, że to ją kocha, że z żoną to już separacja, że nic ich uczuciowo nie łączy, a relacje są zimne jak pierwsze przymrozki. Uwierzyła mu, bo narobił jej mętliku w głowie. Była jeszcze z nim przez dwa miesiąca potem wystawiła mu walizki za drzwi. Nie była w stanie znieść, jego podwójnego życia. Podejrzewała, choć się tego wypierał, że każdy jego wyjazd służbowy, to wyjazd do niej. Wiedziała, że starego życia nie zostawi - ziarno niepokoju zostało zasiane.

Teraz leczy się z niego. Jest ostrożna i nie daję się szybko podrywać. Uzbrojona w pancerz jak w zbroje Iron Mana idzie do przodu. Wspomnienia czasem powracają, ale nie chce o nich myśleć. Stara się widzieć wszystko jak przez mgłę, jakby to nie o nią chodziło. Nie wyklucza, że już nigdy się nie zakocha. Po prostu jest silna i wie, że różne świństwa chodzą po ludziach, a oni mimo wszystko prą do przodu niczym Rudy 102. Stara się być czujna, już tak szybko nie da się zaskoczyć, bynajmniej nie teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 kobiecywymiar.pl , Blogger